Wioska, której nikt nie fotografuje
Godzina, która nie miała nic wspólnego z kalderą
Kalderę miałem już porządnie odhaczoną. Trzy zachody słońca z trzech różnych tarasów, spacer ścieżką wzdłuż klifu, aż buty wypełniły mi się białym pyłem, oraz rejs, który okrążył Nea Kameni na tyle blisko, że czułem zapach siarki. Czwartego dnia wiedziałem już, jak wygląda Santoryn na zdjęciu, bo większość tych zdjęć sam zrobiłem. Nie widziałem za to, jak wygląda wyspa, gdy nikt nie próbuje ci jej pokazać.
Znajoma, która od dekady mieszka nieopodal Messarii, powiedziała mi niemal mimochodem, żebym pojechał zobaczyć Vothonas. Nie dlatego, że jest tam dużo do zobaczenia - to jej słowa, nie przewodnika - ale dlatego, że prawie nie ma tam nic do zobaczenia, i o to właśnie chodzi. Sprawdziłem to przed wyjazdem i znalazłem dokładnie to, co miała na myśli: garstkę praktycznych wpisów, wzmiankę w przewodniku po wioskach Santorynu i muzeum wina.
Żadnego rankingu zachodów słońca, żadnego zestawienia miejsc na zdjęcia, nic sprzedawanego jako przeżycie. Pojechałem więc dziesięć minut w głąb lądu od Firy, przez Karterados, i zaparkowałem na ulicy zbyt wąskiej, by rozminęły się na niej dwa samochody.
Ulice, które do niczego nie pozują
Vothonas się nie zapowiada. Nie ma bramy, tablicy z punktem widokowym ani grupy autokarów czekających na wjeździe, jak zdarza się czasem przy Pyrgos czy Oia. Trafia się po prostu do wioski, która wygląda tak, jak musiały wyglądać wioski Santorynu, zanim widok na kalderę stał się głównym towarem eksportowym wyspy: niskie białe domy stojące na tyle blisko siebie, że można ich dotknąć po obu stronach ulicy, kościelny dzwon, który zadzwonił bez wyraźnego powodu, gdy pod nim stałem, mężczyzna niosący przez ulicę złożone krzesła, który nawet nie podniósł wzroku.
Czytałem wcześniej, że kilka miejscowych kaplic jest wykutych wprost w wulkanicznej skale zamiast wzniesionych z kamienia - styl budowy spotykany w kilku wioskach w głębi Santorynu, który rzadko trafia na listę najważniejszych atrakcji. Dwie z nich znalazłem w ciągu dziesięciu minut wędrówki bez mapy: małe, ciemne, zwykle otwarte, bez kasy i kolejki. W jednej wisiała odręczna kartka z prośbą o zachowanie ciszy, co wydawało się mniej regułą niż zwykłym faktem o tym miejscu. Postałem chwilę w środku, w chłodzie i mroku, i była to pierwsza chwila całej podróży, która nie miała nic wspólnego z widokiem.
To właśnie różnica między Vothonas a wszystkim innym, co widziałem na wyspie. W Oia całe miasteczko jest urządzone, świadomie lub nie, wokół faktu, że ludzie będą tu stać i na coś patrzeć. W Vothonas ulice są urządzone wokół faktu, że ludzie tu mieszkają. Pranie rozwieszone między balkonami. Skrzynka pomidorów zostawiona przed drzwiami bez niczyjego dozoru. Kot śpiący w poprzek stopnia, który najwyraźniej był najczęściej używanym stopniem w okolicy.
Piwnica, która schodzi w dół zamiast wznosić się w górę
Jedynym przystankiem z prawdziwymi drzwiami i własną nazwą jest muzeum wina Koutsoyannopoulos, urządzone w dziewiętnastowiecznej podziemnej canava - piwnicy wykutej w skale zamiast wzniesionej nad nią, co na wyspie tak mocno wystawionej na słońce i wiatr okazuje się sensowniejszym sposobem na przechowywanie czegokolwiek.
Nie planowałem spędzić tam dużo czasu, ale tunele ciągną się dużo dalej, niż sugeruje wejście, mijając stare kadzie fermentacyjne, narzędzia i rekonstrukcje tego, jak wyglądały zbiory i tłoczenie winogron, zanim dotarła tu elektryczność. To mniejszy, bardziej konkretny przystanek niż duże degustacje w spółdzielniach po stronie kaldery, i dobrze wpisuje się w szerszy obraz z przewodnika porównującego winnice, jeśli budujesz dzień wokół Assyrtiko zamiast zachodów słońca.
Vothonas nie jest wioską winiarską w taki sposób jak Exo Gonia, ze skupiskiem małych producentów i pobliską Art Space, i nie jest wioską widokową jak Pyrgos, z jego kastro dającym jedyny w swoim rodzaju widok na całą wyspę. Jest mniejsza od obu i nie próbuje być żadną z nich. Właśnie dlatego działa jako przeciwwaga: przystanek, który nie sprzedaje ci zdjęcia ani butelki wina, tylko wioskę zajętą swoim popołudniem.
Dlaczego poleciłbym to miejsce, ale ostrożnie
Chcę być szczery co do tego, czym Vothonas nie jest. To nie jest cel na cały dzień. Nie ma tu plaży, widoku na kalderę ani ulicy z restauracjami, a jeśli spodziewasz się mniejszej wersji Megalochori czy Emporio z ich własnymi murami kastro, znajdziesz tu mniej struktury, nie więcej. To, co oferuje w zamian, to proporcja: po kilku dniach oglądania wiosek zbudowanych po to, by na nie patrzeć, jedna zbudowana po to, by w niej żyć, resetuje poczucie tego, czym wyspa naprawdę jest, zanim zawiną statki wycieczkowe.
Połączyłbym to raczej z pętlą niż dedykowanym wyjazdem - Vothonas, potem dalej do Pyrgos lub Megalochori, czyli trasa opisana luźno w przewodniku po trasach pieszych i szerszych zestawieniach wiosek i kultury, albo wpiąć w dłuższy pobyt, używając czegoś w rodzaju trzydniowego planu podróży jako szkieletu. Jeśli wolisz, żeby ktoś inny zajął się prowadzeniem i skakaniem po wioskach,
wycieczka Cat Tour po wioskach i winnicach Santorynu
obejmuje wersję tej wewnętrznej strony wyspy bez konieczności szukania parkingu na jednopasmowej ulicy.
Nic z tego nie ma na celu odwiedzenia cię od Oi. Wróciłem tam na jeszcze jeden zachód słońca po Vothonas, na
wycieczce z zachodem słońca i tradycyjnymi wioskami kończącej się w Oi
, i był on dokładnie tak dobry jak za pierwszym razem. Zauważyłem jedynie, stojąc w tłumie przy kastro, że myślałem o cichej ulicy ze śpiącym kotem częściej niż o widoku przed sobą.
Jeśli twój dotychczasowy Santoryn to sama kaldera, to zwykle znak, że jesteś gotowy na wioskę, która dla nikogo nie gra - także, na jedno popołudnie, dla ciebie. Niektórzy podróżni wolą zobaczyć wnętrze wyspy o pierwszym świetle dnia, zanim przyjadą grupy wycieczkowe;
prywatna wycieczka o wschodzie słońca z Firy
dociera do wiosek, gdy ulice są jeszcze niemal puste.
Pytania, które ludzie zadają o zwiedzanie Vothonas
Czy warto odwiedzić Vothonas na Santorynie?
Tak, jeśli masz już swoje zdjęcia kaldery. Vothonas nie ma widoku na wulkan ani tłumów na zachód słońca; ma za to muzeum wina urządzone w piwnicy, kilka wykutych w skale kaplic i ulice, na których nikt nie pozuje do zdjęć.
Jak dojechać do Vothonas?
Vothonas leży kilka minut w głąb lądu od Firy i Messarii, przy drodze w stronę Pyrgos i Kamari. Najłatwiej wynająć samochód lub skuter; nie ma tam dedykowanej linii autobusowej, a taksówka sprawdzi się na przejazd w jedną stronę, jeśli dalej planujesz iść pieszo.
Co właściwie można robić w Vothonas?
Głównym punktem jest muzeum wina Koutsoyannopoulos, urządzone w dziewiętnastowiecznej podziemnej canava wykutej w skale. Poza tym sama wioska jest celem sama w sobie: wąskie uliczki, bielone domy i niewielkie kaplice wykute wprost w wulkanicznej skale.
Czym są troglodytyczne kościoły w Vothonas?
To niewielkie kaplice wykute w miękkiej wulkanicznej skale zamiast wzniesione z materiału budowlanego - styl spotykany w kilku wioskach w głębi Santorynu. W Vothonas stoją na skraju zwyczajnych ulic, nieoświetlone i zwykle otwarte, bez żadnych tablic naprowadzających na nie uwagi.
Ile czasu warto poświęcić na Vothonas?
Godzina wystarczy na muzeum wina i spacer po okolicznych uliczkach. Najlepiej sprawdza się jako jeden przystanek na szerszej pętli po wnętrzu wyspy, w parze z wioską taką jak Pyrgos czy Megalochori, a nie jako cel sam w sobie.
Czy Vothonas jest lepsza od wiosek nad kalderą na spokojną wizytę?
Jest spokojniejsza, ale nie zastąpi tamtego doświadczenia. Vothonas nie ma kaldery, zachodu słońca ani ulicy z restauracjami; warto tu zajrzeć właśnie dlatego, że nie próbuje być drugą Oią.
tours.Reportage
Zweryfikowane wycieczki GetYourGuide z bezpośrednimi linkami. Rezerwuj przez te linki, a my otrzymamy niewielką prowizję bez kosztów dla Ciebie.
GetYourGuide nie udostępnia zdjęcia produktu dla tej atrakcji — zdjęcie przedstawia miejsce spotkania, sfotografowane przez nas.


